Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 stycznia 2016

Odkrycia 2015 roku

Aby ostatecznie zamknąć już miniony rok, przygotowałam krótkie zestawienie odwiedzonych miejsc i spróbowanych potraw, które wywarły na mnie największe wrażenie. W tej pierwszej kategorii dominują miejsca odkryte na nowo, w drugiej – nie brałam pod uwagę dań przyrządzonych w domu. J

6 miejsc 2015 roku

Lizbona – przez długi czas była na liście moich podróżniczych marzeń, a kiedy udało mi się je spełnić, nie zawiodłam się. Polecam na przedłużony weekend zwłaszcza osobom spragnionym południowego klimatu. Znajdziecie tu wszystko, czego potrzeba do szczęścia: piękne zabytki, otwartych mieszkańców i urokliwe uliczki, szczególnie w dzielnicy Alfama.

czwartek, 20 marca 2014

Śląskie krajobrazy

Lubię miejsca niszowe - takie, które mogę sama odkryć a potem komuś polecić. To one zaskakują najbardziej. Nie twierdzę wprawdzie, że Śląsk jest niszowy, ale typowych atrakcji turystycznych szukałabym w pierwszej kolejności gdzie indziej. Czy słusznie?

Śląsk kojarzył mi się zawsze przede wszystkim z przemysłową infrastrukturą, tymczasem wielkie fabryki wcale nie dominują w tutejszym krajobrazie. Minął już prawie wiek od odzyskania przez Polskę niepodległości, a różnice między terenami spod poszczególnych zaborów widoczne są do dziś. Tutaj wszystko jest uporządkowane: chodniki poza miastem są równe, trawa przystrzyżona. Jedno duże miasto graniczy z drugim, a między nimi można się przemieszczać autostradą – to wszystko wydaje mi się nowe i szczególnie ciekawe z punktu widzenia osoby urodzonej w Warszawie. J Zaskoczyły mnie zwłaszcza Gliwice: swoją starówką – jeszcze nieskomercjalizowaną – i secesyjnymi kamienicami, które zachowały swój autentyczny urok.

Chciałbym opisać tu trzy miejsca, które miałam okazję odwiedzić.

1.       Radiostacja Gliwice
Wpiszcie w wyszukiwarce „Radiostacja Gliwice”. Wybierzcie opcję „Grafika”. Nie, to nie Paryż i nie Wieża Eiffla, tylko nasza polska (no może tak nie do końca) budowla. Znacie już jeden z powodów, dla których uważam to miejsce za niesamowite. Nie chodzi bynajmniej tylko o wrażenia wizualne (zwłaszcza te po zmroku). Ze szczytu ponoć widać Tatry, ale najbardziej niezwykłe są tło historyczne i techniczne parametry. Wysokość 110 metrów czyni Radiostację najwyższą zbudowaną w całości z drewna(!) konstrukcją na świecie. Co prawda w czasach, kiedy została wybudowana (1925) powstawały podobne, wyższe wieże, jak chociażby ta 140-metrowa we Wrocławiu, lecz one nie przetrwały do dziś. Zawsze kojarzyłam ją przede wszystkim z „prowokacją gliwicką”, lecz i później odegrała ona niemałą rolę w historii. Do 1956 roku służyła polskim władzom do zagłuszania zagranicznych rozgłośni, głównie Radia Wolna Europa. Dziś zainstalowanych jest na niej około 50 różnych anten.

2.       Zabytkowa Kopalnia Węgla Kamiennego „Guido” w Zabrzu
Założona w połowie XIX wieku, dziś spełnia już jedynie funkcję kulturalną (węgiel wydobywano tu do połowy XX wieku). Zwiedzanie trwa ładne trzy godziny i obejmuje dwa poziomy: 170 (zaprezentowane tu są eksponaty) i 320 (bardziej empiryczny), który jest zarazem najniżej położoną trasą turystyczną w kopalni węgla kamiennego w Europie. Jedną z głównych atrakcji jest przejazd podwieszaną kolejką górniczą, a w przyszłości w programie znajdzie się również przepłynięcie łódką przez zalaną sztolnię. Ponadto w kopalni znajduje się kawiarnia i wystawiane są sztuki. W przeciwieństwie do Wieliczki, grupy zwiedzających nie depczą tu sobie po piętach.

W trakcie tych kilku godzin zwiedzania można sobie uświadomić, jak wielką pracę wykonywały tu w tamtych czasach zwierzęta. Konie kopalniane spotykał smutny los - spędzały tu one bowiem resztę swojego życia. Po śmierci, ich zwłoki były zostawiane w nieużywanych już dziurach w ścianach, a następnie zalewane cementem. Z kolei za wykrywacz trujących gazów służyły górnikom… kanarki. Kiedy przestawały śpiewać, wiadomo było, że w powietrzu pojawił się metan. Nie wspominając już o szczurach, które wskazywały kiedy i w jakim kierunku należy uciekać…

3.       Zamek w Toszku
Toszek to niewielka miejscowość, z wzorcowym ryneczkiem, oddalona o 20 minut drogi od Gliwic. Góruje nad nią pokaźny zamek, wizytówka tego miasta. Często odbywają się tu turnieje i inne imprezy, jednak tego dnia nie ma tu oprócz nas żywej duszy. Gród istniał w tym miejscu już w XII wieku a możliwe, że również wcześniej. Złote lata zamku przypadają na XV wiek. Z późniejszym okresem wiąże się szereg ciekawych historii. Nie mogło być inaczej, skoro bywał tu sam Johann Wolfgang Goethe.


Według legendy, na zamku przechowywana była złota kaczka, wysadzana perłami i wysiadująca 11 złotych jaj, jednak niespokrewniona z tą warszawską. Gdy podczas pożaru w 1811 roku księżna Gizela von Gaschin opuszczała w pośpiechu zamek, zgubiła kaczkę w jego podziemiach. Oczywiście szukano później skarbu, jednak bez skutku. Podobno złotą kaczkę odnaleźć może ten, kto urodził się w niedzielę, a do lochów wejdzie w dzień Wielkiej Nocy. Równie ważnym zwierzakiem był pies Toszek, od którego imienia wzięła się nazwa miasta. Miał on uratować opolskiego księcia podczas polowania przed atakiem wielkiego dzika. 

niedziela, 9 lutego 2014

Czy wiesz, że… Warszawska syrenka Picassa

Jedna z bardziej niezwykłych historii związanych z Warszawą miała miejsce w 1948 roku podczas wizyty Pablo Picasso, który przyjechał na Kongres Intelektualistów do Wrocławia. Początkowo miał w Polsce zabawić trzy dni, jednak pobyt przeciągnął się do dwóch tygodni, w trakcie których artysta odwiedził Kraków, Oświęcim i Warszawę…


W tamtych czasach Warszawa wciąż podnosiła się z wojennych zniszczeń, a na Kole powstawało nowoczesne osiedle, do budowy którego posłużyły gruzy zrównanej z ziemią stolicy. Zaprojektowało je małżeństwo Syrkusów, prywatnie przyjaciele Picassa. 3 września zaprosili go na wycieczkę – artysta zachwycił się przede wszystkim funkcjonalnością osiedla. Wówczas doszło do symbolicznego zdarzenia: Picasso spontanicznie namalował węglem na jednej ze ścian postać syrenki o wymiarach mniej więcej 1,8x1,7 m, trzymającej młotek zamiast miecza.

Źródła podają dziś kilka adresów: Deotymy 4/28, Deotymy 48/28 lub Ks. J. Sitnika 4. Wiadomo na pewno, że do wówczas pustego jeszcze jednopokojowego mieszkania z kuchnią i wnęką sypialną wprowadziła się niebawem pani Franciszka Sawicka-Prószyńska z mężem. Choć zgodnie z nakazem spółdzielni, miała chronić dzieło przed zniszczeniem i udostępniać je zwiedzającym (najprościej mówiąc: otrzymała z przydziału mieszkanie-muzeum), losy tej nietypowej pamiątki potoczyły się niestety inaczej. Przez kilka lat do mieszkania pani Franciszki przybywali licznie niezapowiedziani goście: krajowe delegacje z Bolesławem Bierutem na czele, zagraniczni turyści a nawet wycieczki szkolne. Lokatorzy prowadzili przez ten czas księgę gości, lecz kiedy ich wytrzymałość dobiegła kresu, zasłonili syrenę kotarą, aż wreszcie administracja zezwoliła w 1953 roku na jej zamalowanie.

Straciliśmy tym samym jedno z bardziej unikalnych dzieł, choć nie jesteśmy w tym gronie odosobnieni  - podobny los spotkał naścienny rysunek Picassa w Hiszpanii. Przetrwała za to inna syrenka, o wiele mniejsza, namalowana przez słynnego artystę w rodzinnym albumie ówczesnego prezydenta Warszawy, Stanisława Tołwińskiego, na prośbę jego żony. Dziwi mnie jednak fakt, iż cała ta historia nie jest wykorzystywana marketingowo. Kto by nie chciał na pamiątkę kubka czy koszulki z taką syrenką?

wtorek, 14 stycznia 2014

Wenecje

Skąd liczba mnoga w tytule? Choć Wenecja jest tylko jedna i niepowtarzalna, nazwę tę zwykło się zestawiać z nazwami innych miast, dla podkreślenia ich położenia, nawet jeśli wcale nie muszą one zachęcać w ten sposób turystów to przyjazdu. Lecz ile z Wenecji jest w tych Wenecjach?

Wenecja prawdziwa
Wąskie mosty nad starymi weneckimi kanałami zyskują wiele poza sezonem, kiedy możliwe okazuje się zrobienie na nich zdjęcia, bez kilkunastu zbędnych osób w kadrze. O ile ceną za unikalną lokalizację jest nieprzyjemny zapach wody latem, tak zimą nie jest to na tyle uciążliwe. Może nie będzie wtedy ciepło, ale za to delikatne światło przywiedzie na myśl widoki z obrazów Canaletto, jeżeli trafimy na ładną pogodę, co wbrew pozorom nie jest nierealne. Dwie z moich trzech wizyt w Wenecji miały miejsce w deszczowej aurze, co nie zmienia faktu, że w każdej chwili jestem gotowa tam wrócić i przemierzyć ponownie obowiązkowy szlak: imponująca Bazylika Świętego Marka, karmienie gołębi na placu pod tym samym patronem (wątpliwa przyjemność!), wdrapanie się na Most Westchnień. Gdybym miała wybrać porę roku na kolejną podróż do Wenecji, celowałabym w Karnawał (choć to też sezon). Równie miłym pomysłem wydają się być walentynki w Wenecji. Póki co, pozostaje mi wenecka maska, obowiązkowa pamiątka z tego miasta (obok wyrobów ze szkła murano).


niedziela, 15 września 2013

Czy wiesz, że… Wystawa Światowa a sprawa polska



Wieża Eiffla, Atomium – obie te słynne konstrukcje zostały wybudowane specjalnie na Wystawę Światową w Paryżu (1889) i Brukseli (1958). A jaki związek ma z tym wszystkim Polska?

Wystawa Światowa to najogólniej mówiąc cykliczna ekspozycja prezentująca dorobek kulturalny, naukowy i techniczny krajów i narodów świata. Może trwać od trzech tygodni nawet do sześciu miesięcy. Pierwsza tego typu impreza odbyła się w Londynie w 1751 roku, choć za początek całego cyklu uważa się tzw. Wielką Wystawę Światową, która miała miejsce w tym samym mieście, sto lat później. Odtąd wystawy organizowane były w miarę regularnie, zaś każde miasto-gospodarz starało się jak najlepiej przygotować do swojej roli i w jakiś sposób zadziwić świat. Erik Larson z kronikarską dokładnością opisuje w swojej książce „Diabeł w białym mieście” przygotowania i przebieg Wystawy Światowej w Chicago (1868). Na tę okazję wybudowano pierwszy na świecie diabelski młyn, który był wyższy od ówczesnego najwyższego drapacza chmur. Po Wystawie Światowej w Chicago pozostał jeden z pawilonów, w którym mieści się dziś Muzeum Nauki i Techniki.

W 1928 roku większość państw członkowskich Ligi Narodów ratyfikowało konwencję powołującą do życia Międzynarodowe Biuro Wystaw Światowych, które po dziś dzień koordynuje organizację imprezy. Tak, wystawy wciąż się odbywają, lecz od lat 60-tych zazwyczaj już pod lepiej nam znaną nazwą: „EXPO”.  Co ciekawe, kilka edycji odwołano. Wrocław ubiegał się o prawa do organizacji EXPO w 2010 i 2012 roku, jednak bez powodzenia.

Marzenia o organizacji Wystawy Światowej zrodziły się już w przedwojennej Polsce – w 1944 roku Wystawę miał gościć Park Skaryszewski. Autorem planu zagospodarowania terenu i rozmieszczenia pawilonów był architekt Juliusz Nagórski. Ten sam, który zaprojektował gmach hotelu Polonia Palace a także 200-metrowy wieżowiec, do złudzenia przypominający wybudowany po wojnie Pałac Kultury i Nauki. Szybko zdano sobie jednak sprawę, że wcielenie planu w życie nie będzie łatwe.  Zrezygnowano więc z ubiegania się o prawa do organizacji Wystawy Światowej na rzecz Wystawy Krajowej. Choć zmieniła się skala wydarzenia, projekty wciąż były odważne, gdyż zakładały m.in. budowę stadionu olimpijskiego… na Siekierkach. Uniemożliwił to jednak wybuch II wojny światowej, a dziś o tamtych pięknych planach przypominają jedynie międzynarodowe nazwy ulic na Saskiej Kępie, które miały przywitać gości Wystawy Światowej. 

niedziela, 14 lipca 2013

Kraków kulinarnie



Postanowiłam poświęcić oddzielny post krakowskim restauracjom, chociaż pisałam już niedawno na ich temat. Każda wizyta w tym mieście utwierdza mnie w przekonaniu, że pod względem pomysłowości i zmysłu artystycznego tutejsi restauratorzy nie mają sobie równych. Za każdym razem poznaję tu wiele nowych klimatycznych i unikalnych miejsc. 

Ostatnio pisałam o kawiarni na Zamku w Przegorzałach z jednym z najpiękniejszych widoków w Polsce. Niewątpliwie walory widokowe posiada również Cafe Szał, kawiarnia mieszcząca się na dachu Sukiennic. Wchodzi się do niej od wschodniej strony, a na górę można wjechać przeszkloną, okrągłą windą. Trzeba o tym wiedzieć, gdyż kawiarni nie widać z dołu. A warto tu zajrzeć, by obejrzeć Starówkę z odmiennej perspektywy, czy napić się kawy mrożonej zaserwowanej w pięknym naczyniu. Tak podany napój przecież smakuje lepiej ;)

Podążając krakowskim gastronomicznym szlakiem, trafiłam na Podgórze, urokliwą i znacznie mniej turystyczną dzielnicę. Z Kazimierza wystarczy przejść na drugą stronę Wisły. Właśnie tu mieści się Makaroniarnia (ul. Brodzińskiego 3). Jak sama nazwa wskazuje, restauracja specjalizuje się w makaronach co jest ciekawą odmianą dla znacznie częściej spotykanych pizzerii. Jedzenie jest bardzo dobre, choć najbardziej w pamięć zapada wystrój: pełen szczegółów, z których każdy dodaje temu miejscu uroku. I koniecznie trzeba odwiedzić tu… toaletę ;) Makaroniarnia zdecydowanie dorównuje teraz moim innym ulubionym knajpkom w Krakowie. 



Na koniec zapraszam Was do humus baru, w samym sercu mojego ulubionego Kazimierza. Hamsa (ul. Szeroka 2), bo o niej mowa, oferuje danie kuchni bliskowschodniej, podawane w ładnych, regionalnych naczyniach. Wystrój wnętrza jest jasny i lekki, ale można też usiąść na zewnątrz. Choć obok przechodzi wielu turystów, stoliki są odgrodzone od ulicznego ruchu.

sobota, 29 czerwca 2013

Kraków z grupą Accor Hotels



Nie minęły dwa miesiące i znów odwiedziłam Kraków – tym razem na zaproszenie grupy Accor i hotelu Novotel City West. Ładna pogoda, liczne atrakcje kulturalne, piękne plenery i wymarzony poranek w Novotelu – wszystko to sprawiło, że ten weekend zdecydowanie zaliczam do udanych. Tym razem odkryłam kilka mniej sztampowych miejsc. Warto pomyśleć o takim wypadzie do Krakowa niekoniecznie z nastawieniem na zwiedzanie – latem odbywa się tu wiele imprez kulturalnych, które same w sobie są nie lada atrakcją. 

Novotel City West jest zlokalizowany przy ul. Armii Krajowej, skąd łatwo dojechać do Centrum środkami transportu publicznego. Na zmotoryzowanych pod budynkiem czeka parking, zaś z zachodnich okien hotelu roztacza się widok na zielone obrzeża miasta. Niewątpliwie jedną z największych zalet tego obiektu jest miła i fachowa obsługa – w trakcie całego mojego pobytu nie miało miejsca nic takiego, do czego mogłabym się przyczepić. Wnętrza są czyste, schludne, ładne. Do dyspozycji gości jest basen, sauna, sale konferencyjne i zielony teren dookoła hotelu.
W odnowionym, funkcjonalnym i wygodnym pokoju przywitał mnie zestaw czekoladek. Przywiązuję sporą wagę do takich detali, jak na przykład ekspres do kawy na kapsułki Nespresso – dzięki temu w każdej chwili można wypić dobrą kawę. Do tej pory w pokojach hotelowych trafiałam na jednorazówki z kawą rozpuszczalną. Tym razem dodatkowo miałam do dyspozycji duży wybór herbat i mogłam napić się mięty kiedy akurat miałam na nią ochotę.
Bardzo dobre wrażenie zrobiło na mnie śniadanie. Trwa ono tu aż do godziny 11, a jedzenia jest dokładnie tyle ile trzeba: nie ograniczono się tylko do tostów, płatków i sera - jest smacznie i różnorodnie. Dotyczy to również kawy.  

Sobotę rozpoczęłam od masażu i wizyty na basenie. Śmiało mogę polecić masaż relaksacyjny, po którym czułam się świetnie, pomimo noszenia plecaka przez pół dnia. 

Tego dnia miała akurat miejsce krakowska Noc Teatrów. Ta ciekawa inicjatywa jest teatralnym odpowiednikiem Nocy Muzeów. Próbowałam zdobyć wejściówkę na zwiedzanie wnętrz mojego ulubionego Teatru im. JuliuszaSłowackiego niestety – bez powodzenia. Na Starówce odbywał się jednak szereg ogólnodostępnych spektakli. Najbardziej spodobała mi się akcja zorganizowana przed  Teatrem Kapitol – na dużym telebimie wyświetlano „Zbrodnię i Karę”, a po drugiej stronie ulicy wygrodzono miejsce dla publiczności i ustawiono głośniki. 

A co będzie działo się w Krakowie jeszcze tego lata?
28 czerwca – 7 lipca – Festiwal Kultury Żydowskiej
30 czerwca – 28 lipca - Letni Festiwal Jazzowy w Piwnicy pod Baranami
30 lipca/ 3 sierpnia – Tour de Pologne
9-10 sierpnia – Coke Live Music Festival (wystąpi m.in. Florence and the Machine)
26-29 września – 6. Festiwal Muzyki Filmowej

Jeżeli widzieliście już większość atrakcji w Centrum Krakowa, warto zapuścić się trochę dalej. Miejscem, obok którego nie da się przejść obojętnie, jest Zamek w Przegorzałach (dojeżdża tu autobus linii 409). Budynek, postawiony w 1943 roku przez okupanta, jest jednym z niewielu przykładów architektury III Rzeszy w tym regionie. Stylizowany na nadreński zamek okresu romantyzmu, przeznaczony był na sanatorium dla esesmanów. Dziś w środku mieści się wydział Uniwersytetu Jagiellońskiego (kiedy zobaczyłam to miejsce, zaczęłam żałować, że nie przyjechałam tu na studia) oraz restauracja i kawiarnia. Z tarasu roztacza się zapierający dech w piersiach widok na Wisłę, a przy dobrej widoczności - również na Tatry. Pomimo tej bajecznej scenerii, są problemy z wpisaniem Zamku do rejestru zabytków. 

Bardzo dziękuję za zaproszenie grupie Accor oraz hotelowi Novotel City West!

piątek, 21 czerwca 2013

Toruń: Kopernik, pierniki i „Rejs”


Największe atrakcje Torunia mieszczą się w obrębie Starego Miasta, które – choć jest piękne i zabytkowe – można spokojnie obejść w jeden dzień. Z zachowanym w prawie niezmienionym stanie XIII-wiecznym układem urbanistycznym, toruńska Starówka figuruje od 1997 roku na Liście UNESCO. Chyba wszystkim Toruń kojarzy się z Kopernikiem i piernikami, a wielu pamięta to miasto również z kultowego filmu „Rejs”. Aby nie zapomnieć o pierwiastku kulinarnym, skupię się przede wszystkim na piernikach.

 


Z całej Starówki najniezwyklejszym budynkiem jest dla mnie neorenesansowy Dwór Artusa na Rynku Staromiejskim. Pierwszy Dwór Artusa zbudowany został w XIV wieku, drugi – w XIX. Trzeci powstał w miejsce swojego bezpośredniego poprzednika i sąsiadującej z nim kamienicy. W okresie międzywojennym reprezentacyjne sale Dworu gościły prezydentów II Rzeczypospolitej czy Józefa Piłsudskiego. Dziś mieszczą się w nim sklepy, kawiarnia i instytucje kulturalne. Podobne budynki, nazwane tak w nawiązaniu do legendy o królu Arturze, powstawały w wielu europejskich krajach jako miejsce spotkań warstwy mieszczańskiej.


niedziela, 19 maja 2013

Wszystko zaczyna się w Krakowie


W większości z nas w pewnym momencie odzywa się potrzeba stabilizacji i zapuszczenia korzeni miejscu, które można by nazwać swoim domem. Czasami myślę sobie, że albo nie zaczęłam jeszcze takiej potrzeby odczuwać, albo po prostu należę do drugiego typu ludzi, którzy chcą być obywatelami świata. Choć może nie poszukuję bezustannie wrażeń i bardziej niż cokolwiek innego, cenię sobie możliwość odpoczynku od czasu do czasu, perspektywa ciągłego zmieniania miejsca zamieszkania i pracy - i ewentualnie znalezienia w ten sposób idealnego miejsca na Ziemi - wydaje mi się co najmniej kusząca.

To, co w teorii wydaje się łatwe, w praktyce łatwe nie jest. Już od ubiegłego roku planowałam wyruszyć na jeden dzień do Krakowa: tak po prostu, by posnuć się bez celu, pośpiechu i zobowiązań. I być może poczuć przedsmak sytuacji, w której nie jest się przywiązanym do jednego miejsca. Udało się dopiero w maju, na chwilę.

Dlaczego akurat Kraków? Poza Warszawą - moim domem - jest to chyba pierwsze z dużych polskich miast, w których wiem, dokąd mam ochotę w danej chwili się udać. Jest to też miasto, do którego się wraca jak do Rzymu i w którym bywam dość często. Mam tu swoje ulubione miejsca, choć Kraków można odkrywać bez końca, jak skarbnicę. Łatwy dojazd z Warszawy (obecnie najszybciej pociągiem) jest dodatkowym atutem.


Takie historyczne, zabytkowe miasta można zwiedzać na dwa sposoby. Pierwsza wizyta to odhaczenie kolejnych miejsc z listy najważniejszych atrakcji turystycznych. Taką utartą trasę zazwyczaj przemierzam w Krakowie w towarzystwie gości z zagranicy. Bliskie jest mi i drugie oblicze, czyli miejsca, które zachwycają, choć z historycznego punktu widzenia są może mniej ważne. Kiedy poznajemy już klimat takiego miasta, za każdym kolejnym razem coraz świadomiej możemy się w tym klimacie zagłębiać.


Większość ludzi uwielbia Kraków za to, czego nie ma Warszawa. Od czasu do czasu przebijają się również głosy malkontentów, że jest jak w muzeum, że więcej jest turystów niż mieszkańców, że grasują tu słynni już „pijani Anglicy”…  Faktycznie, na starówce słychać języki z wielu zakątków świata, zaś o samym mieście i jego historii można by napisać wiele… Nie czuję się na siłach, by bawić się w przewodnika, więc po prostu przedstawię pokrótce MÓJ Kraków.

Ilekroć tu jestem, staram się zajrzeć na Kazimierz. To miejsce absolutnie magiczne, pełne klimatycznych knajpek, kawiarenek, barów… Kazimierz powstał w XIV wieku – i co ciekawe – przez długi czas był niezależnym miastem, oddzielonym od Krakowa nieistniejącą już odnogą Wisły. Dzielnica żydowska stanowiła jego północno-wschodnią część. Kto miał okazję zabawić w jednym z tutejszych klubów, ten zapewne wie, że obowiązkowym punktem nocnej przygody są zapiekanki na Placu Nowym. Poniżej kilka wartych polecenia miejsc:
·Alchemia – kultowy lokal o niepowtarzalnym klimacie. Często odwiedzany przez artystów szukających natchnienia. 
·Mleczarnia – urocza klubokawiarnia z równie uroczym ogródkiem.
·GaleriaTortów Artystycznych – cukiernia wyspecjalizowana w tortach i zaskakujących połączeniach smakowych.

Idąc ze Starego Miasta na Kazimierz (lub w przeciwną stronę), mija się ulicę Dietla. Przywodzi ona nieco na myśl aleje w Paryżu czy Barcelonie i na próżno szukać podobnych w pozostałych polskich miastach.  Przez jej środek, wśród starych kamienic, biegnie tunel wysokich drzew, a w nim – linia tramwajowa. Ulica Dietla stanowiła część projektu Plant, ale do lat 70-tych miała jeszcze bardziej parkowy charakter.
 
Coś paryskiego ma w sobie również Royal Hotel (świętej Gertrudy 26). Najstarsza z czterech zajmowanych przez niego kamienic pochodzi z XIX wieku i jest piękną przedstawicielką secesji. Przed wojną hotel gościł wiele znamienitych osobistości, między innymi prezydentów i premierów Rzeczypospolitej. Z kolei przy Placu Świętego Ducha, w bliskim sąsiedztwie dworca, mieści się neobarokowy Teatr Słowackiego, który przypomina mi gmach kasyna w Monako, jednego z moich ulubionych budynków. Projekt autorstwa Jana Zawiejskiego został wyłoniony w drodze konkursu. Teatr zaczął działać w 1893 roku i odegrał ważną rolę w historii polskiej kultury. Był też pierwszym budynkiem w Krakowie, który posiadał oświetlenie elektryczne.